reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

Fani 11 ligi musieli czekać do ostatniej kolejki, by ujrzeć najciekawsze spotkanie tego sezonu. Szereg Homogenizowany, mimo iż grał tylko o honor, przez cały mecz próbował pokrzyżować plany Borowikom, które potrzebowały kompletu punktów do zdobycia mistrzostwa. Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy już w 2 minucie objęli prowadzenie po bramce Filipa Ptaszka. Potem byliśmy świadkami pojedynku cios za cios, Borowiki zajmowały więcej boiska, jednak to gospodarze mieli groźniejsze uderzenia. Obie strony stwarzały dużo okazji, więc bramki sypały się obficie – łącznie do końca pierwszej połowy ujrzeliśmy 6 trafień. Tragiczna w skutkach dla Borowików okazała się żółta kartka otrzymana przez Bartłomieja Lechowicza za próbę powstrzymania kontrataku – w okresie osłabienia między 16 a 18 minutą Szereg Homogenizowany odjechał z 2:2 na 4:2 po dwóch szybkich bramkach Bartłomieja Leszczyńskiego. Można było odnieść wrażenie, że Borowiki walczą nie tylko z przeciwnikiem, ale i ogromną presją, która wpływała na ich boiskowe poczynania – było dużo nerwów i krzyków. Mając przed sobą ostatnie 25 minut sezonu goście dali z siebie wszystko i rzucili się do odrabiania strat. Przy bramkach na 4:3 i 4:4 mieli odrobinę szczęścia, ale jak wiadomo – sprzyja ono lepszym. Jednak mimo przewagi, Borowiki długo nie mogły odskoczyć na bezpieczny wynik. Duża w tym zasługa najlepszego na boisku Bartłomieja Leszczyńskiego, który m.in. błysnął przy bramce na 5:5 – wykorzystał fakt, że stojący dookoła niego czterej zawodnicy Borowików zostawili mu wystarczająco miejsca by celnie przymierzyć sprzed pola karnego. Z czasem jednak było widać, że w upał krótka ławka rezerwowych stanowi duże utrudnienie i Szereg Homogenizowany, grający z jedną zmianą, opadł z sił. Borowiki robiły co mogły czując presję wyniku i między 40 a 45 minutą udało im się w końcu odskoczyć na dwie bramki – 5:7. Wydawało się, że nic już im nie zagrozi w świętowaniu mistrzostwa – nawet bramka na 6:7 Filipa Ptaszka została szybko zneutralizowana dzięki trafieniu Marcina Stachacza. Jednak żółta kartka pod koniec spotkania otrzymana przed Dawida Bilskiego sprawiła, że goście grali praktycznie do końca w osłabieniu. Szereg Homogenizowany za to nie planował odpuścić. Po bramce Jana Mitrowskiego na 7:8 w 49 minucie można było słyszeć okrzyk bramkarza gospodarzy „bierz piłę, gramy”. I faktycznie walczyli oni do końca – w ostatniej akcji meczu nawet Bartłomiej Leszczyński urwał się obrońcom i z ostrego kąta trafił w słupek.

2
14:00

Ostatni mecz sezonu NieDzielnych dobrze podsumowuje ich tegoroczne zmagania. Mecz był wyrównany, ale w końcowym rozrachunku zabrakło tej jednej bramki, która pozwoliłaby zdobyć punkty. W pierwszych minutach to gospodarze przeważali, ale niewykorzystane przez nich sytuacje się zemściły i KTA wyszło na dwubramkowe prowadzenie. Goście grali na zbyt dużym luzie w pierwszej połowie i ich zabawy z piłką dość szybko się zemściły – po trafieniach Artura Jaszczaka i Macieja Piątka, NieDzielni szybko odrobili straty. KTA Wszedło w związku z tym znowu podkręcili tempo, ale do końca połowy padła z tego zaledwie jedna bramka. Na pocieszenie dla fanów gości, gol Filipa Pacholczaka był piękny – mocne uderzenie tuż nad ziemią, które wpadło do bramki NieDzielnych po odbiciu się od słupka – Marcin Aksamitowski był bez szans – 2:3. Druga odsłona pokazała, dlaczego nie wolno lekceważyć rywali – NieDzielni w 5 minut wyszli na prowadzenie 5:3, którego nie mieli zamiaru oddawać. W tym czasie błyszczał przede wszystkim Artur Jaszczak, który dopisał do swego konta dwa gole i asystę. Wtedy też jednak przebudził się Filip Pacholczak, który nie dość, że poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa, to jeszcze udało mu się wyrwać koronę króla strzelców. Łącznie zdobył on aż 6 bramek w meczu, który od wyniku 5:5 był istnym pojedynkiem bokserskim - cios za cios. Ostatecznie, mimo iż KTA wygrało 7:8 to NieDzielni z pewnością nie mają się czego wstydzić – do ostatnich minut walczyli o punkt z wyżej notowanym rywalem. Z drugiej strony gospodarze z pewnością czują niedosyt - jak zwykle wrócili na tarczy po wyrównanym spotkaniu.

3
18:30

Green Team zapewnił sobie występ w Pucharze Ligi Fanów już kolejkę wcześniej, natomiast Pogromcy, mimo dobrej końcówki sezonu, potrzebowali punktu by zapewnić sobie utrzymanie. Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy już po kilku minutach prowadzili 2:0, jednak dość szybko do głosu doszli goście. Do końca pierwszej połowy punktowali już tylko Pogromcy, wygrywając tę odsłonę aż 2:4. Duża w tym zasługa Mateusza Niewiadomego, MVP tej kolejki, który był osobiście zamieszany w każde trafienie – w samej pierwszej połowie miał dwie asysty i dwa trafienia. W drugiej połowie Green Team odpalił wyższy bieg. Jednak obie strony grały dość nierówno, przez co byliśmy świadkami serii strzałów na jedną z bramek, tylko po to by oglądać podobną kanonadę po chwili po drugiej stronie boiska. Kacper Masenek odnotował dwa trafienia dla Green Team i na tablicy widniał wynik 4:4. Pogromcy Poprzeczek odpowiedzieli na wyrównanie odjeżdżając na 3 bramki, dzięki kolejnym trafieniom Mateusza Niewiadomego – 4:7. Później jednak znowu górą byli gospodarze, którzy zdobyli aż 4 gole z rzędu, wychodząc na prowadzenie 8:7 na zaledwie kilka minut przed końcem spotkania. Zawodników Green Teamu zapewne wybiła z rytmu krótka przerwa i pożegnalny szpaler na cześć Tomka Mazurka, który na czas nieokreślony przerywa swoją futbolową przygodę (wg niepotwierdzonych informacji – aby stworzyć filię swojego zespołu na zachodzie Europy). W atmosferze nostalgii i rozmyślań o przemijaniu, Pogromcy Poprzeczek znienacka wyrównali spotkanie, które zakończyło się wynikiem 8:8.

4
20:30

Ten mecz kończył zmagania w 11 lidze i decydował o tym, kto zajmie ostatnie miejsce w tabeli i przyjmie miano czerwonej latarni. I choć na boisku mierzyły się dwie ostatnie drużyny w tabeli, to widowisko stworzyły przednie. Zaczęło się od mocnego uderzenia Dżentelmenów. Po przejęciu piłki na własnej połowie Paweł Domański przebieg z nią niemal całe boisko i mocnym precyzyjnym strzałem otworzył wynik spotkania. Nie minęła minuta, a z ripostą pospieszyli Oldboje i Adam Włodarczyk wyrównał stan posiadania. Akcje przenosiły się z jednego pola karnego w drugie, oba zespoły intensywnie szukały kolejnych okazji do zdobycia gola, a wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Raz wychodzili na prowadzenie Dżentelmeni, raz Oldboje, a koniec końców wynik po 25 minutach ustaliła Ola Pastuszko trafiając na 4:3. Jeżeli pierwsza połowa stała na tak wysokim poziomie i dostarczyła tak wielu emocji, to co dopiero powiedzieć o drugich 25 minutach, które znacznie przebiły pierwszą część? Zaczęło się fenomenalnie dla Oldboys Derby. Wojciech Zadrożny popisał się kapitalnym golem, który z pewnością będzie głównym faworytem do wygrania plebiscytu na bramkę 18 kolejki. „Stadiony świata” i nie ma tu żadnej przesady. Chyba tylko na rywalach nie zrobiła ona większego wrażenia, bo gospodarze od razu ruszyli do ataków i co ważniejsze, przyniosły one skutek – Paweł Domański znów popisał się szybkością i precyzją, wyprowadzając swój zespół na ponowne prowadzenie. Tyle tylko, że od stanu 5:4 goście zagrali niemal perfekcyjne przez 5-6 minut, w ciągu których zdobyli aż 4 gole! Taka sytuacja mogłaby podłamać niejedną drużynę i de facto zamknąć mecz, ale nie w tym przypadku. Przed nami wciąż była kulminacja wydarzeń, ale zanim do tego doszło, Dżentelmeni odrobili trzybramkową stratę i doprowadzili do remisu 8:8! Gdy wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku dla gospodarzy, niedokładne wybicie piłki przez bramkarza wykorzystał Michał Wąż, przy okazji kompletując w tym spotkaniu hat-tricka. Jednak takiej końcówki chyba nikt się nie spodziewał. 8:9 dla Oldbojów, nieco ponad minuta do końca meczu, Dżentelmeni ruszają z akcją, by powalczyć jeszcze chociażby o remis. Piłka skierowana na skrzydło, zawodnik gospodarzy wrzuca piłkę w pole karne, a futbolówkę do siatki kieruje… zawodnik Oldboys Derby. Na ławce Oldbojów niedowierzanie, ale sędzia jeszcze pozwala grać. Goście ruszają z wydawało się ostatnim atakiem, tracą piłkę, z kontrą spieszą rywale, Paweł Szydziak znajduje przed polem karnym Pawła Domańskiego, a ten strzela tuż przy słupku dając swojemu zespołowi zwycięstwo! 10:9 - takim wynikiem kończy się to niesamowite spotkanie i aż szkoda, że to koniec, choć lepszego zakończenia w 11 lidze nie mogliśmy sobie wymarzyć. Brawa dla obu zespołów za świetny mecz i kapitalną końcówkę zmagań!

Reklama